Dlaczego matka nie powiadomiła w grudniu 2020 Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim podczas rozprawy rozwodowej o tym rzekomym przestępstwie? I dlaczego domaga się teraz nie tylko zasądzonych alimentów, ale tez kontaktów ojca z rzekomo molestowana córką?! Ruszył szokujący proces w Sądzie Rejonowym w Bełchatowie!
O sprawie pisaliśmy kilka tygodni temu. Szczegóły znajdziesz pod linkiem:
Dlaczego matka, wiedząc co najmniej w lecie 2020 r. o rzekomym molestowaniu, nie zaalarmowała Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie toczyła się sprawa rozwodowa?
Tam przecież ustalone zostały samodzielnie kontakty ojca z dziewczynkami na kolejne lata! Dlaczego matka nie starała się chronić wówczas dzieci tylko przemilczała te kwestie. A skupiła się na rozliczeniach majątkowych?
Próbowaliśmy ją o to wczoraj zapytać na korytarzu sądowym. Ale uciekła przed naszą kamerą co widać na dołączonym filmie.
Matka, ku zdumieniu wszystkich stron tego procesu, odmówiła wczoraj przed Sądem Rejonowym w Bełchatowie odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Zarówno sędziego Bartłomieja Niedzielskiego jak i prokuratora Filipa Bonowicza oraz obrońcy Mariusza Olężałka.
Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 13 października 2021.
Pięcioletni syn Julii z Białegostoku od kilku miesięcy pozostaje poza opieką matki. Chłopiec został zabrany z przedszkola, obecnie nie uczęszcza do placówki, a jego kontakt z matką i jej rodziną został przerwany. Sprawą zajmują się sąd rodzinny oraz prokuratura. Do redakcji Patriot24.net trafiły także dokumenty dotyczące wcześniejszych poważnych kryzysów psychicznych ojca dziecka, w tym próby samobójczej.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.